Wiatr we włosach, który czuć od samego patrzenia. Recenzja Traffic Rider [Android, iOS]

Jeśli cierpisz na nadmiar wolnego czasu i nie masz jak go spożytkować, ta gra będzie pozycją obowiązkową w Twoim telefonie.

Traffic Rider to motocyklowa wyścigówka. Opiera się na powszechnie znanym modelu ulepszania pojazdu lub wymieniania go na nowy. Ścigać z innymi się nie trzeba, jedyne co leży w gestii gracza, to wyprzedzać kolejne pojazdy i nie dać się zmielić pod kołami innego samochodu. Zasadniczo proste, praktycznie dość wymagające – dwie cechy, które każda tego typu gra mieć powinna.

Gra podzielona jest na kilka trybów. Pierwszym z nich jest tryb kariery. W nim trzeba wykonywać misje, takie jak dotarcie do mety, przejechanie kilku kilometrów, wyprzedzenie określonej liczby aut. Wszystko ograniczone czasowo lub liczbą żyć. Poprawne wykonanie zadania skutkuje przyznaniem punktów doświadczenia i grantem w postaci gotówki (niestety wirtualnej).

Kolejnym trybem jest nieskończona jazda. Tutaj często można przyrobić, a to na części, a to na nowy motocykl. Ostatnie dwa tryby to próba czasowa i wolna jazda. W grze jest pięć tras, które z początku są zablokowane. Podobnie jest też z porami dnia. Niektóre z nich, np. noc, dają bonus do zdobytej gotówki. Graficznie całkiem nieźle, ale mogło być lepiej.

Wymijając kolejnych kierowców z prędkością sięgającą 200 km/h, czuć lekki dreszczyk. Szczególnie przechodząc blisko pojazdów, lub przejeżdżając między nimi. Lampy samochodów świecą się kiedy chcą zahamować lub zmienić pas. Kiedy jednak ktoś za późno wrzuci kierunkowskaz i wyjedzie mi pod koła, przez myśl przechodzi mi tylko jedna kwestia…

To, co niewątpliwie przyciąga, to widok pierwszoosobowy i ten wiatr we włosach, który czuć od samego patrzenia. Słabsze motocykle dają dobry efekt, kolejne tylko go potęgują. Większość z nich można kupić za banknoty zdobyte w wyzwaniach, jednak część jest do zdobycia tylko przez wydanie monet, – czyli waluty premium. Całe szczęście nie są to najlepsze modele; po prostu dobrze wyglądają.

Każdy motocykl można ulepszać i zmieniać jego kolor. Ja zbieram na czerwoną farbę, podobno po pomalowaniu jest szybszy. Prędkość często pozwala przechodzić kolejne misje, ale bywa i tak, że wyzwanie kończy się je tylko dzięki reklamom czy walucie premium. Trochę nie zadowala też fakt, że dużo funkcji jest zablokowanych do momentu uzyskania pewnego poziomu.

Zobacz również: Korzenie Bejeweled i Candy Crush Saga

Wszystko można jednak zdobyć, oczywiście stale grając i zbierając punkty doświadczenia. Dla leniwych istnieje opcja odblokowanie kluczem, który kosztuje… 49,99 zł. Drobna przesada, ale może zmotywuje część graczy do częstszego grania. Ze sklepu premium można też kupić starter packa oraz wersję bez reklam.

Gra poczuła viral i to dość mocno. Crashlands nieco skradł jej show, ale ponad 5 milionów w dwa tygodnie to bardzo dobry wynik. Jedną z pierwszych rzeczy, o których pomyślałem, że można by dodać, była rozszerzona rzeczywistość. Wizja jeżdżenia na motocyklu i sterowania osobnym kontrolerem nie jest wcale tak odległa, a mogłaby jeszcze poprawić wrażenia z rozgrywki.

Ta gra jest zdecydowanie udanym tytułem i nie widzę przeszkód by pojawiła się także na waszych urządzeniach. Nie jest to RPG czy Hack’n’slash, tylko zabijacz czasu, prosty i niewymagający wiele od gracza. Wciąga niemiłosiernie i można stracić przy nim rachubę czasu, a poza tym jest nieźle wykonana, ma wystarczający wachlarz modeli pojazdów i wszystkie najpotrzebniejsze opcje sterowania.

Dobry pomysł i jeszcze lepsza realizacja – przepis na sukces, taki prosty, a tak niewielu się on udaje. Twórcom tej gry to wyszło, choć pomysł był już po części oklepany. Nie ma co się jednak zastanawiać nad fenomenem tej gry – wystarczy zagrać. Nie ma chyba nikogo, kto po instalacji zagrałby tylko raz. Was też z pewnością wciągnie i stracicie na niej kilka błogich godzin swojego życia.

Przeczytaj także: